Połonina Caryńska.

Połonina Caryńska jest na tyle znanym miejscem w Bieszczadach, że nie ma co o niej pisać. Ponarzekam sobie natomiast na pewien inny temat. Nie za piękną mamy jesień dla fotografujących w tym roku. We wspomniane miejsce wybierałem się wyłącznie w celach relaksowych, widząc jakie paskudne powietrze utrzymuje się od wielu dni (dla nie-fotografów ładna pogoda) nie miałem nawet ochoty zabierać ze sobą aparatu. Byłby to oczywiście grzech niewybaczalny ale o tym w następnym wpisie. Mojej frustracji dopełnił widok kolorów liści w samych Bieszczadach. Zamiast feerii żółci, brązów i czerwieni moim oczom ukazały się w przewadze szarobure, często zeschłe już liście. Z miejsca wróciły wspomnienia sprzed lat wspaniałych jesiennych górskich krajobrazów nie tylko Bieszczadów ale także Pienin, Gór Choczańskich, Mełaj Fatry a zwłaszcza Tatr z soczystymi liśćmi jarzębiny,  jednej w kolorze czerwieni, drugiej pomarańczowym, trzeciej żółtym a wszystkie obok siebie. A w tym roku ? Jak spotkałem gdzieś jarzębinę to nie było po co wyciągać aparatu. Niestety do fotografii krajobrazowej trzeba mieć sporo szczęścia (i  umieć przewidywać), idealne warunki na dalekie plany zdarzają się w naszym klimacie tylko kilka razy w roku. A jesienią jeszcze trudniej. Po pierwsze barwy liści zależą od pewnych uwarunkowań pogodowych, m. in. od przymrozków we włąściwym czasie i niezbyt mocnych – w tym roku jesień w Bieszczadach załatwił mróz -6 stopni C. Koniec końców żeby zrobić świetnie jesienny pejzaż musi być łaskawa przyroda (a nie każdego roku tak jest), właściwy dzień z dobrą przejrzystością powietrza a przy tym musimy znaleźć się akurat w interesującym miejscu… Ot jakie to proste…

3 myśli w temacie “Połonina Caryńska.”

  1. Zdjęcie nr 2 najbardziej mi się podoba! Aż bym sam gdzieś wybył tak na dłużej, ale lania stropów ciąg dalszy i sam wiesz: zonk, póki co… 😉
    PS. Zaraziłeś mnie swoim Jupiterem do tego stopnia, że kupiłem ten sam model i dziś odebrałem go na poczcie 🙂 Pierwszy wniosek jest taki, że jakość Jupiterów jest powtarzalna – w przeciwieństwie do ich radzieckich kuzynów, Heliosów.

  2. Wiedziałem, że jeśli którekolwiek u Ciebie ma szansę to właśnie to. Reszta to w zasadzie ilustracja niefotogenicznej aury. I ze światłem jakoś ciężko było, południe to nie moja pora. czekam teraz na wpis (zdjęcia!) z Jupitera.

  3. Reszty zdjęć nie przekreślam, absolutnie! Tylko – co sam już zauważyłeś – mam słabość do takich ujęć… 🙂 Z widoków, to 4 i 5 najbardziej przypadły mi do gustu, a grzybki takie jakieś pozytywne są 😉 Co do Jupitera, to właśnie skończyłem wywoływać sample (36 sztuk), ale pewnie z wpisem poczekam do jutra, bo dziś już padam na pysk. Mam kilka spostrzeżeń dotyczących tego obiektywu, głównie jego zachowania przy najwyższych wartościach przysłony, ale o tym już innym razem i w innym miejscu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *